poniedziałek, 20 lipca 2015

Ren

Wieczorem z trudem znajdujemy odpowiednie gospodarstwo żeby zapytać o nocleg. Zwykle szukamy przestrzeni na mapie z gospodarstwami porozrzucanymi z dala od miast , miasteczek i głównych dróg. Lecz dzisiaj w pierwszych trzech nikogo nie było, potem nam pokazali jakiś tam-dalej-kemping, a byliśmy już zmęczeni i nie chciało nam się dalej szukać. W takich mizernych nastrojach po kilkudziesięciu kilometrach jazdy i rozglądania się za noclegiem trafiliśmy farmę która trochę wyglądała jak polskie gospodarstwo. Może dlatego że panował tam stosunkowo większy nieład i dziwne rozmieszczenie budynków? W każdym bądź razie tam nas przyjęli, udostępnili oborę z sianem, pokojem do bilarda i prysznicem z ciepłą wodą.


https://goo.gl/photos/oA2PCJk2p8onQwY37
Świetne widoki na trasie pomiędzy Castrisch a Bonaduz.


Wieczorem gospodarz zaganiał cielaki do obory i mówił coś do nich. Cmokał, buczał jakieś niemieckie półsłówka, tak że nikt, a tylko on sam rozumiał co chce powiedzieć. Ale potem zaczął namawiać tym chrząkaniem opornego cielaka co się wyłożył już na trawie. No i spróbowałem sobie wyobrazić że jestem tym cielakiem. Faktycznie, przy odrobinie chęci z samej tylko intonacji zrozumiałem gościa, cielak też.

https://goo.gl/photos/oA2PCJk2p8onQwY37
Gdzieś tam w oddali Laxx.


Rano obudziło nas krzątanie się syna rano w dojarni. Przypominam sobie z książki Stasiuka jak z nostalgią wspominał babkę dojącą w ciemnościach. Ciemności już nie ma ale krowy dzwonią dzwonkami, wstaje słońce gdzieś za górami, po gospodarstwie przechadza się kot. Można by się wkręcić w sielskość sytuacji lecz ten moment przerywa włączona muzyka disco hits z radia. Chłopak wpina krowy w automatyczne dojarki - ende.

https://goo.gl/photos/oA2PCJk2p8onQwY37