1km. Podróżowanie rowerem to trochę rezygnacja z domowych udogodnień: bieżącej wody, elektryczności, wygodnego spania itp itd. W zamian wchodzi się w bliski kontakt ze strumieniami, deszczem, ciepłem słonecznym, trawą czy błotem. Są też momenty niespodziewanych lub planowanych powrotów do miejskiej infrastruktury np.: śniadanie na brudnych ławkach stacji OBB(PKP) w Stayer. My kultywujemy zwyczaj picia porannej małej czarnej w przydrożnych kawiarenkach. Bywa z tym różnie ale dziś jest bardzo miło. Z do końca niejasnych przyczyn miasteczko zrobiło na nas dobre wrażenie. Miesza sie tu niemiecki i włoski język. Kafejka jest pełna od poranku, słońce miło grzeje. Można się cieszyć codziennością (jak się wydaje) tych ludzi i trochę w tym uczestniczyć. To wszytko jako przerwa w podróży, powrót z zimnego lasu w mokrych sandałach i przemoczonym namiotem na bagażniku jest przyjemnym kontrapunktem w planie dnia. A dziś w planie przełęcz, Traviso słowem wjazd do słonecznej Italii. Ma być 35 stopni.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arnoldstein. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arnoldstein. Pokaż wszystkie posty
sobota, 4 lipca 2015
piątek, 3 lipca 2015
Arnoldstein
Arnoldstein. 80km. Wieczorem burze, ale już nas nie dotyczą. Śpimy u austryjako-włocha w jego ogrodowym domku. Po tym jak nieopodal walnął piorun wszyscy zamarliśmy. Chwile później zaprosił nas właśnie do tego domku. Jest lodówka Amica z alkoholem do wzięcia. Dzisiaj karimatę rozłożę na miękkim dywanie a nie kamieniach i szyszkach - komfort. Wczeszniej jeszcze jadąc wzdłuż rzeki Drau do Villach widok jej meandrów oraz zboczy gór po drugiej stronie przypomniał mi pewne miejsce w Tajladnii. Podobnie skojarzenia stale rzucają pamięć razy w zupełnie zaskakujące miejsca w Turcji, Gruzji czy Polsce. Niewątpliwie jest to jedna z wielu zalet podróżowania rowerem. Z tego wspomnianego miejsca w Tajlandii ruszyłem pamięcią do przodu i przypomniałem sobie że nocą tamtego dnia odbywało się nieopodal nas kontrolowane lub nie wypalanie: łąk, lasów, dżungli - wszystkiego. Oddychaliśmy tym dymem rozłożeni z namiotem w dolinie strumienia w jakimś parku narodowym i co chwila wychylaliśmy się obserwować czerwoną łunę na wzgórzu i czy ktoś w okolicy jeszcze się kręci - czy raczej już się zwijać. Teraz zaś Austria, pusta flaszka Putigamera - czas spać.
Etykiety:
alpy,
Arnoldstein,
austria,
Drau,
Polska Czechy Austria Włochy Szwajcaria,
rower,
Villach,
Włochy,
wyprawa
Subskrybuj:
Posty (Atom)