Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Włochy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Włochy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 lipca 2015

Porlezza

To już ostatni dzień we Włoszech. Po długim, dusznym i parnym dniu znaleźliśmy miejsce u gospodarza nieopodal potoku. Taplałem się w nim przez kilka minut żeby wystudzić skórę, głowę i trzewia. Występuje tu miasteczkach mnogość osobników holenderskich, belgijskich, niemieckich i chyba szwajcarskich. Tutaj, to znaczy w okolicach Como. Campingi wokół jeziora gęsto były zaludnione przez przybyszy z północy. Tablice informacyjne, reklamy zmieniły język na niemiecki i angielski. Strach pomyśleć jakie tu są ceny za noclegi w tych rojowiskach namiotowych, co niemal wysypują się do zbiornika. Są też Brytyjczycy w kabrioletach ala James Bond z 76’. Wyjeżdżają ze swych rezydencji poukrywanych na skarpach. Sąsiadują z Rosjanami, sądząc po okrzykach z basenu za wysokim monitorowanym płotem. Jakiś absurdalny pęd gromadzi te wszystkie nacje nad jeziorem które, właśnie z tego powodu, traci swój czar.


My zaś rozbiliśmy się na pustej polanie obok zagrody dla koni. Nieopodal zaś, jakieś 2 km dalej roi się od holendrów upchanych w poletkach 3x6 ze swoimi kamperami. Może są uzależnieni od tych małych przestrzeni a wydobycie się z tej ich depresji jest już wystarczającą gratyfikacją? Pisze z przekąsem, bo myślałem kiedyś że poznałem ten naród - skondensowany rozsądek, wcielenie pragmatyzmu na masową skalę. Lecz tego co tu wyrabiają nie pojmuję.


Gdy pytaliśmy o pozwolenie na nocleg gospodarza, a jest to wioska ewidentnie żyjąca z turystyki, samym tylko wyrazem twarzy powiedział nam że rozumie naszą sytuację, ale że jest to nie fair w stosunku do sąsiadów którzy żyją z takich jak my, i tych holendrów którzy przecież płacą, że widzi że my też to wiemy, że widzi że jesteśmy zdani na jego łaskę i niełaskę, że w zasadzie to nie musicie nic mówić bo on czyta nas i wszytko dobrze wie, i że tak, i że to w sumie się zgadza… Nie wiem jak to zrobił ale właśnie takie miał spojrzenie i wskazał polane i miedzę jakieś 200 m dalej.

Jednak po wieczerzy gdy już spoczywaliśmy podszedł do nas ów właściciel ziemski i zapytał się nas jakbyśmy byli wcieleniem jakichś biblijnych postaci: “Skąd przybyliście?”. A my odpowiedzieliśmy “Z Polski”. Zapytał ponownie:”Skąd przybyliście?”. My zaś powtórnie odrzekliśmy “Z Polski”. Zapytał wiec i trzeci raz:”Skąd przybyliście?”. My ponownie dopowiedzieliśmy “Z Polski”. A on na to: “Całą drogę z Polski - no no…!” Da się lubić tych Włochów!

sobota, 4 lipca 2015

Riscoi

Riscoi ca. 69km. Można studiować i wertować mapy. Gruntownie planować trasę - czytać opisy szlaków rowerowych na necie. Gdybym to zrobił przed naszą wyprawą, przeczytałbym że w dół od Traviso do Udine leci się po czymś co w Hiszpanii nazywano Via Verde - czyli po szlakach rowerowych częściowo wytyczonych na starych traktach kolejowych.

https://goo.gl/photos/uTag4YkuFQ981RWV6


Dziś oznaczało to dla nas zjazd wzdłuż doliny po niewielkim nachyleniu po adaptowanej ścieżce rowerowej. Tunele na przemian z wiaduktami w dół, ciągle w dół, przez jakieś 30 km. 30 stopni słońca, w dół, w chłód tuneli, trochę przy skalistym zboczu, z widokiem na antyczną wioseczkę w dole, dalej wiadukt i kolejny tunel. Ciągle w dół. Obok starych stacji kolejowych przerobionych na kawiarnie, w dół obok strumienia, nad strumieniem, pod autostradą, nad autostradą, w dół. W ogromnej alpejskiej dolinie z widokiem na osuszone koryto drążącej ją rzeki. Gdzieniegdzie siedzieli włosi pod parasolami, na tym kamienistym dnie, na ręcznikach i przenośnych fotelikach, przy wąskiej strużce zimnej wody. Jest taki fragment za Treviso - warto, tu jazda rowerem staje się jeszcze przyjemniejsza. Nie ma samochodów, nie można zabłądzić i w dół, w słońce - wakacje na wakacjach.

https://goo.gl/photos/uTag4YkuFQ981RWV6



Miejsce dzisiejszego noclegu znaleźliśmy dość niespodziewanie w dość wymarzonej postaci. Szerokie zakole górskiego potoku wgryzającego się w białe skały. Wszytko otoczone stromymi skalistymi ścianami gór. Rozbiliśmy się obok kamperowców. Wytaplaliśmy się w stosunkowo ciepłym strumieniu. Teraz szum potoku, świerszcze, ciepło upalnego dnia uchodzące gdzieś do nieba, vino bianco, udziec, oliwki. To nasz pierwszy nocleg we Włoszech. Obawialiśmy się że będzie trudno coś znaleźć, że będą nas przeganiać na płatne kempingi a trafiliśmy to jedno z najprzyjemniejszych miejsc w jakich kiedykolwiek nocowaliśmy.

https://goo.gl/photos/B8ibgv1pnBCx8X686


Dzisiaj jak zrobiło się za gorąco to wskakiwaliśmy do potoku. Nie wiem jak rozpoznawać temperaturę strumienia nie włażąc do niego. Może istnieje jakaś prosta metoda. Przyznaje że po kolorze się nie da. W końcu w jednym potoku można się wylegiwać a innych nie da się utrzymać zanurzonej stopy.

https://goo.gl/photos/B8ibgv1pnBCx8X686


Arnoldstein - poranek

1km. Podróżowanie rowerem to trochę rezygnacja z domowych udogodnień: bieżącej wody, elektryczności, wygodnego spania itp itd. W zamian wchodzi się w bliski kontakt ze strumieniami, deszczem, ciepłem słonecznym, trawą czy błotem. Są też momenty niespodziewanych lub planowanych powrotów do miejskiej infrastruktury np.: śniadanie na brudnych ławkach stacji OBB(PKP) w Stayer. My kultywujemy zwyczaj picia porannej małej czarnej w przydrożnych kawiarenkach. Bywa z tym różnie ale dziś jest bardzo miło. Z do końca niejasnych przyczyn miasteczko zrobiło na nas dobre wrażenie. Miesza sie tu niemiecki i włoski język.  Kafejka jest pełna od poranku, słońce miło grzeje. Można się cieszyć codziennością (jak się wydaje) tych ludzi i trochę w tym uczestniczyć. To wszytko jako przerwa w podróży, powrót z zimnego lasu w mokrych sandałach i przemoczonym namiotem na bagażniku jest przyjemnym kontrapunktem w planie dnia. A dziś w planie przełęcz, Traviso słowem wjazd do słonecznej Italii. Ma być 35 stopni.

https://goo.gl/photos/uTag4YkuFQ981RWV6

https://goo.gl/photos/uTag4YkuFQ981RWV6

https://goo.gl/photos/uTag4YkuFQ981RWV6

piątek, 3 lipca 2015

Arnoldstein

Arnoldstein. 80km. Wieczorem burze, ale już nas nie dotyczą. Śpimy u austryjako-włocha w jego ogrodowym domku. Po tym jak nieopodal walnął piorun wszyscy zamarliśmy. Chwile później zaprosił nas właśnie do tego domku. Jest lodówka Amica z alkoholem do wzięcia. Dzisiaj karimatę rozłożę na miękkim dywanie a nie kamieniach i szyszkach - komfort.  Wczeszniej jeszcze jadąc wzdłuż rzeki Drau do Villach widok jej meandrów oraz zboczy gór po drugiej stronie przypomniał mi pewne miejsce w Tajladnii. Podobnie skojarzenia stale rzucają pamięć razy w zupełnie zaskakujące miejsca w Turcji, Gruzji czy Polsce. Niewątpliwie jest to jedna z wielu zalet podróżowania rowerem. Z tego wspomnianego miejsca w Tajlandii ruszyłem pamięcią do przodu i przypomniałem sobie że nocą tamtego dnia odbywało się nieopodal nas kontrolowane lub nie wypalanie: łąk, lasów, dżungli - wszystkiego. Oddychaliśmy tym dymem rozłożeni z namiotem w dolinie strumienia w jakimś parku narodowym i co chwila wychylaliśmy się obserwować czerwoną łunę na wzgórzu i czy ktoś w okolicy jeszcze się kręci - czy raczej już się zwijać. Teraz zaś Austria, pusta flaszka Putigamera - czas spać.

https://goo.gl/photos/uTag4YkuFQ981RWV6

https://goo.gl/photos/uTag4YkuFQ981RWV6