czwartek, 7 lutego 2013
Ruiny - Ayutthaya
I znowu były słonie na ulicach...
Zdjęcia:https://picasaweb.google.com/101107795227668578851/Ayutthaya
niedziela, 3 lutego 2013
Pola ryżowe - Phichit, Bang Mun Nak
Zobaczylismy ciekawostki gastronomiczne ulicznego bazaru: łodygi lotosu, żółte arbuzy, oskalpowane żaby, usmażone szczury, słodycze gotowane na parze, podsmażane robaki, koniki polne czy chrabąszcze, grilowane plasterki bananów w syropie na patyku i inne nieznane mi owoce. Weszlismy do chińskiej światyni gdzie odbywały sie proby tańca smoka bo nowy chiński rok tuż tuż. Okazuje sie ze jest taka tradycja ze w nowy rok spala sie np. części garderoby ktore chce sie przekazać swoim zmarłym. Unoszący sie dym zanosi je do nieba. Na straganach teraz sprzedaje sie papierowe imitacje takich rzeczy, więc mozna kupić papierowe buty, koszule, ale także iPhoney i iPady z tekturki.
Rano poszlismy do watu. Raz na tydzien mają zwyczaj przynosić jedzenie do światyni mnichom. Na podwyższeniu siedza tacy w pomarańczowych szmatkach i zajadają. W zasadzie otoczeni są mnótwem misek z jedzeniem ktore przynoszą wierni. Wygląda to dość zabawnie bo ci szczupli mnisi sa bez szans na skonsumowanie takich ilości jedzenia. Poza tym cześć jedzenia jest ofiarą dla buddy i jest stawiana przed figurami w innych miejscach świątyni. My też nasypaliśmy do miesek ryżu wielebnym ktory przygotowała dla nas w tym celu Amorak. Sporo szcześcia mielismy spotykając ja bo zdołała nam sporo pokazać z tej Tajlandi ktora jest dla nas niedostępna ze względu na język.
A tak zupełnie rano, gdy spaliśmy na dziedzińcy podstawówki obudziły nas śpiewy mnichow. Znaczy jeszcze przed świtem. Chwile później włączył sie radiowęzeł na full i puszczono jakiś monolog z podkładem soundtracka z tytanika. Straszne. Amorak tłumaczyła ze to było przypomnienie o dzisiejszym święcie... Ale żeby takie informacje przez pół godziny nadawać o szóstej rano ...
Tak wiec posówamy sie na południe koleją z planem ominięcia Bangkoku i dotarcia w okolice zatoki Tajskiej.
Zdjecia: https://picasaweb.google.com/101107795227668578851/BangMunNak
piątek, 1 lutego 2013
Deszcze - Ramkhamhaeng, พิษณุโลก
Do trzeciej po południu nie padało i dość sprawnie podróżowalismy między polami ryżowymi i wioseczkmi w strone Pitsanuloku. Ok 1500 złapał nas deszcz przy obiedzie - na 20 km przed celem. Do 16 tej nie przestało padac wiec wyruszylismy zeby przed zmrokiem dotrzec do jakiegos guest hausu. Słońce zachodzi tu ok 1830 i od razu robi sie ciemno. Ruszylismy w ten deszcz. Droga przed miastem zrobiła sie dwupasmowa, przybyło rozpędzonych samochodow i zgestniał deszcz. Tak intensywne ulewy żadko sie w Polsce zdarzają. Na poboczas spływala woda w formie strumieni albo robiły sie gigantyczna kałuże. Oczywiście totalnie przemoklismy w pierwszej minucie. Widocznosc na ok 100m, szaro. Niektorzy skurerzyści zatrzymywali sie na poboczu. Jeden z takich powiedział ze od 11 lat nie padało w styczniu. Najprzyjemniejsze w tym wszystkim bylo to ze temperatura nadal była wysoka. Zawsze sobie wyobrarzałem rownikowe ulewy jako cos przyjemnego i faktycznie takie to było. Moze poza tym że bylismy na autostradzie. Gdy wjechalismy do miasta stan wód drogowych jeszcze się podniósł i momentami pedałując moczylismy sandały w wodzie.
Dzisiaj już nie padało i o ile było pochmurnie o tyle przyjemniej sie jechało. Krajobraz zrobił sie monotonny: pola ryżowe, wioseczki, rzeki, miasteczka. Jak tak jade to myśle sobie ze powinienem napisać posta "Czego nie widać na pocztówkach z Tajlandii". Narazie na pewno były by to swory bezdomnych obszarpanych przydrożnych psów, rozjechanych węży, produktow w sklepach w mini rozmiarach ( Taj w Polsce pewnie czuł by się jak my w ameryce - "... A w sklepach mają tam normalnie tablice czekolad: 200 gram!"), cieknących syfonów pod umywalkami, ba! cieknące - dobrze jak wogle są, komarow, żerdzi na wysokosci kostek w stołach. Ale dość narzekania bo te zielone pola ryżowe, palmy czy owoce na straganach dają rade :)
Zdjecia: https://picasaweb.google.com/101107795227668578851/Phitsanulok
Ramkhamhaeng
Zdjecia: https://picasaweb.google.com/101107795227668578851/Ramkhamkaeng
wtorek, 29 stycznia 2013
Li, Mae Wa, Sukhotai
Nocowalismy w parku Mae Wa, ktore wymawia sie 'mełła'. Kampingu dozorowal gadajacy do siebie straznik. Z nudow grywal sam ze soba jeszcze w mini bilarda. Nie byl grozny a wrecz bardzo pomocny: dal wody, udostepnil wiate jak sie rozpadalo i nawet latarke pozyczyl jak stwierdzil ze po deszczu wychodza węże...
Zskoczyla nas wczoraj w nocy ta burza a dzisiaj jest juz pochmurna pogoda. Troche tez nie przemyslelsimy trasy i wyladowalismy dzisiaj na autostradzie. Po 10 km machnelismy na to reką i od razu zatrzymal sie pick up. Dzisiaj wiec odpoczynek od pedalowania i nocowanie w guest housie z bladymi twarzami.
Zdjęcia
poniedziałek, 28 stycznia 2013
Op Luang, Doi Tao
Wczoraj z kolei wlasciciel zajazdo-kampingu przekonywal nas ze lepiej spac u niego w domku niz w namiocie bo w nocy pełzaja w okolicy kobry i ze sa niebezpieczne. Domku nie wzielismy ale stres byl z tymi wezami...
Jesli chodzi o geografie to generalnie z gor zjechalismy na lekko pofalowane rowniny. Mniej wspinaczek ale z kolei na dole cieplej ok 33 C. Niektore odcinki bez cienia o godzinie 1300-1500 sa dosc uciazliwe. Dlonie slizgaja sie na kremie do opalania na rozgrzanej kierownicy, jedyny wiatr to własny i to przy zjeździe w dodatku jest cieply, spalamy okolo 6 litrow wody na 100km... (Po 1300 cieplej wody). Oczywiscie to nie wszystko bo po drodze bywaja i ice kofi i zimna kola :) na szczescie Tjowie znaja sie na kawie i nawet w malych miescinkach przyzadzaja ja wybornie :) faktem jest ze strasznie duzo słodza...
Zdjecia: https://picasaweb.google.com/101107795227668578851/ObLuangDoiTao
zjazd: http://www.youtube.com/watch?v=V2tHHTAOPhM&feature=youtube_gdata_player
sobota, 26 stycznia 2013
Khun Wang, Mae Chaem
W Mae Win nocowalismy w namiocie przy pensjonacie. Brdzo ladnym z reszta. Projektowanym przez wlascicela, ktory osiedlil sie tam a pochodzil z Bangkoku. W pensjonacie goscili rowniez znajomi tego architekta i bawili sie do pozna w nocy. Wciagneli mnie na dwie partyjki oczka - tej gry co sie zbiera 9 punktow. Grali na kase i chichrali sie do pozna w nocy. Takie smiechy, wrzaski chichy co sie slyszy w sciezkach dzwiekowych w japonskich filmach - ni to krzyk, ni to smiech...
Wogle dziwna rzecz ale najwiecej turystow w Tajlandii jest z... Tajlandii. Wczoraj, niedaleko Khun Wang, rozbilismy namiot na takim polu kampingowym, gdzie byly i domki i przygotowane rozstawione namioty. Poza nami byli tam sami tajowie i na szczescie potrwfili nam przetlumaczyc menu w restauracji. Podpatrujemy tez jakie oni placa ceny, zeby miec rozeznanie w naciagaczach.
Dzisiaj dojechalismy juz prawie do Mae Chaem. Ostatnie 20km w dol po takich serpentynach ze az felgi sie grzaly od chamowania, a w powietrzu unosił się zapach palonych klockow hamoucowych - samochodowych. Przy zachodzacym sloncu widoki byly fantastyczne, tylko czas naglił zeby dojechac do jakiejs miesciny i znalezc miejsce do spania. Przed samym zmrokiem udalo nam sie dotrzec do takiego miejsca i teraz siedze przy sztucznym swietle z ogrodowych latarenek. Noc zapadla ciemna, świerszcze świerszczom, kots tam dole brzdęka i stuka w bęben, krowy w polu muczą, a za tuz za plotem szumi droga. Jest 2015 i idziemy spac.
Trasa z endomondo http://www.endomondo.com/workouts/153738260/4298240 :)
Paczka zdjec : https://picasaweb.google.com/101107795227668578851/MaeChaem
2 paczka: https://picasaweb.google.com/101107795227668578851/KhunWang
wtorek, 22 stycznia 2013
Mae Win
Po drodze spotkslismy amerykanke w wieku ok 50 lat samotnie podruzujaca na trzykolowym ustrojstwie o napedzie rowerowym. Czekala na otwarcie ambasady chinskiej... (myrtletheturtle.me)
Dzisiejsza paczka zdjeciowa: https://picasaweb.google.com/101107795227668578851/MaeWin
poniedziałek, 21 stycznia 2013
Jutro ruszamy
niedziela, 20 stycznia 2013
Pociag
Nareszcie znowu jest cieplo. Jest rano i mamy za soba nocleg w pociagu, w przedziale pelnym bialasow. W nocy bywa ok 29 C w bangkoku wiec na stacje przyszlismy ubrani jak na molo w sopocie. Gdy ruszylismy i pociag nabral rozpedu to przez te wszystkie nieszczelnosci wytworzyl sie staly zimniy przeciag w wagonie. Stopniowo nas on tak wychladzal ze nad ranem bylismy ubrani w nagrubsze ubrania i zawinieci jak cukierki w spiworach unikajac wzroku tych misiow zelowych ktore zapomnialy swoich kubraczkow z europy.
W bangkoku zamieszkalismy w hostelu u Iwana. Lokal ten znalezlismy przes airbnb i generalnie sprawdzil sie. Pod domem mielismy sporo miejskich arrakcji typu 7/11 (czyt. Żabka), fryzjer, restauracyjki, masaz z czego wszystkiego udalo nam sie zakosztowac. Sama wizyta nie byla jakos najlepiej zaplanowana bo sporo czasu stracilismy na organizacje ekwipunku na trase. I tak przykladowo jednego dnia odbylismy podroz do siam center ogromnego centrum handlowego, do ksiegarni ktorej rekomendacje znalezlismy w lonly planecie (przewodniku). Pojechalismy tam poniewaz nie znalezlismy map w 7/11 obok hostelu. Jak sie okazalo w siam center tez nie bylo wszystkich ale za to byly w drugim 7/11 obok hostelu. Podobnie trzeba bylo zorganizowac sobie kartony na rower na powrot itp.
Ostatecznie udalo nam sie odwiedzac rozne czesci miasta, zajrzec do niektorych zabytkow i nawet troche pojezdzic rowerami w ostatni dzien jak juz je zupelnie poskrecalismy. Samo jezdzenie nie jest przyjemne ze wzgledu na ilosc spalin ktore sie wdycha, niemniej jednak poruszanie sie w tym ruchu ulicznym nie bylo tak stresujace jak w iranie czy nie wiem jak stresujace bylo by w bombaju. Kierowcy utrzymija zwykle jakis dystans, nie zajezdzaja drogi i zostawiaja zawsze troche miejsca na motocykle. Trabi sie duzo ale nie tak duzo zeby powstal z tego ciagly jazgot. Sam ruch ulilczny jest wolny bo na niektorych swiatlach czeka sie powyzej 130 sek.
Dobrze bede wspominal stragany z owocami rozsiane po calym miescie. Nie wazne czy jest to bazar czy nowoczeosone centrum handlowe, zawsze gdzies przy wysciu stoja straganiaze. W oszklonych wozeczkach wypelnionych lodem chlodza sie arbuzy, papaje czy ananasy. Za 2 zl mozna kupic takiego swierzego zmrozonego obranego i pocietego owoca. Poza tym oferuja tez swierzo wyciskane soki z granatow, mandarynek, truskawek.
I jrszcze video kapliczki w Bangkoku: http://youtu.be/9EgFw7FGQtk
piątek, 18 stycznia 2013
BKK
No to witaj azjatycki świecie! Dotarlismy i juz powoli zaaklimatyzowalismy sie w Bangkoku.Wszystkie te dziwne elementy ze wschodu, które dobrze znamy, jak kolorowe ciężarówki, wysokie chodniki, stragany na ulicach, tłumy ludzi oczywiście i tu skejaja się w ta wielowątkową mozaikę miasta. Poza tym jest to równocześnie nowoczesna metropolia ze skytrainem, opaslymi hotelamy, nowoczesnymi apartamentowcami i gigantycznymi centrami handlowymi. Taka mieszanina Bombaju z Barcelona. Aktualnie nawet pogodowo. Można by powiedzieć ze bombajską duchote rozpuszcza tu środziemnomorska bryza. Oczywiscie w pierwsze dni wyłapujemy mnostwo orientalnych rozwiazan. Przykładowo zielone migacze,
przydroznie sprzedawane krojone obrane ananasy z przyprawą składającą sie z mieszaniny cukru soli i czegos ostrego( ale o jedzeniu to pewnie powstanie osobny post jesli nie osobny blog), swiatła uliczne o tak dlugim okresie wyczekiwania na zmiane ze tuk tuki gasza silniki, motocyklowe taksowki - poki co nie widzialem zeby zabieraly wiecej niz jednego pasazera, reklama truskawek z korei. Przede wszyskim zaś ten ruch lewostronny!!
Jest to nasz 3/4 dzień i udało nam się już czesciowo pozbyć dżet laga i nawet rozdeptac trochę tutejsze zabytki. Plan jest taki ze jutro pakujemy walizki i uderzamy na północ do chiang mai (nie wiem jak to się pisze ani jak wymawia).
sobota, 12 stycznia 2013
Zawijamy
niedziela, 9 maja 2010
niedziela, 24 maja 2009
Turk 2 - rajch
Ostatnie cztery dni smarzymy sie na tureckich drogach. O 7 zaczynasie robic zarko wiec trzeba zwijac namiot z plazy. Przed wyjazdemwypijamy czaj z gospodarzem i robi sie 9 czyli upal. I tak od loda dopiwa, od morza do obiadu snujemy sie po rozgrzanym tureckim asfalcie.W miastach troche jak w rajchu, mnostwo sklepow,towaru pelno i to tegodobrego zachodniego, nestle, nesuick, milka, dove. Pamietam ze wyerewaniu poczulem sie bezpiecznie i prazytulnie tylko spogladajac naszyldy h&m i united colors of benetton. Ale tam w gruzji i armeni tocofnelismy sie do czasow sowieckich, a teraz to wyjechalismy zpowrotem do bogatego zachodu. Tylko to nawolywanie mlezzinow nadalprzypomina ze jestesmy jeszcze dlako od domu... Podoba mi sie zemozna tu sie czuc bezpiecznie, ze mozna przyjsc z plazy do stacjibenzynowej po wode mineralna nie bojac sie ze ktos ukradnie recznik...Bo w batumi to zamki, kludki, rydle i oczy dookola glowy. No ok totyle z tych wspominek, mlezzin musi swoje wymeczyc a ja nie bede naprzekur temu krzykowi lamal glowy zeby cos jeszcze wydukac.Dobranoc.eeeeeejjjuuuuuuuaaaaaaaeeeejjjeeeuuuu.
Zakoncze moze bardziej politycznie, przedstawiajac poglady naszegogospodarza z hospitalityclub w Batumi. Byly kapitan, emigrant,rekrutuje gruzinow do pracy na statkach. Do turcji wrocic nie morze bonie odsluzyl 15 miesiecy w wojsku. Zyje w gruzji ale nie lubi tegokraju ani tych ludzi. Dlaczego? Bo sa nacjonalistami, maja w glowieidee wielkiej gruzji. Maja swoj jedyny do niczego nie podobny jezyk ialfabet. Przez lata sowiecke jednak nauczyli sie nie pracowac. Terazoczekiwali ze unia europejskaim pomorze ale nie pomogla. Wiecodwracaja sie z powrotem do rosji. Ale tam tez im nikt nie pomoze.Jedyne nad czym kombinuja to jak zarobic zeby sie nie narobic. Za 100$kazdy z nich sprzedla by wlasna matke. Wszytko co sie buduje w batumiposiadaja turkowie. Nawet turkowie pwykupili tu ziemie zatrudniligruzinow i sprzedaja warzywa gruzinom. Co to za narod ktory niepotrafi sam sie utrzymac? Wiekszosc produktow importuja z turcji. Gdydolar zmienil swa wartosc o 40% gruzinski lar nie drgnol. Znaczy tusie nic nie produkuje nie wymienia. Oni tylko licza na to ze ktos impomorze. Sami nie chca kiwnac palcem.a Saakaszwili to koles z CIA.USAgo tu postawilo bo chac tu miec swoje bazy, nic wiecej.
czwartek, 14 maja 2009
Hipoterapia w Armenii
sobota, 9 maja 2009
ახალციხე - Akhalkce
Do komnaty wszedl dzielnicowy ze swoja swita. Grubasek, mial na policzku pieprzyka, dwoch takich w kurtkach moro, dziewczyna i tlumacz w kamizelce. Grupe wyruznial podzial rul, socjalistyczna hierarchia waznosci. Gdy nas spisywali, co mile, dla naszego bezpieczenstwa, poczulem sie troche jak poboczna postac w powiesci dostojewskiego czy gogola. Policjant mogl wychodzac w deszcz zamienic sie w kota albo tej kobiecie mogl odpasc nos. Wszytko dzieje sie w deczcu, chlodzie i polswietle. Kierowcy siedza w szynkach na ulicach gasnie swiatlo. Na szczescie jestemsy w tym garazu.
Spa 2
poniedziałek, 4 maja 2009
Aragatzavan
Wieczorem zaprosil nas do mieszkania pewien gospodarz.
Kuszajcie pazalsta. Lawasz czyli chleb jak placek, ser owczy, aprikosy w zalewie i dzem z ogromnymi kawalkami owocow.No to pokuszali. Do kolacji towazyszyly nam sasiadki z dziecmi. Pozniej przyszedl jeszcze sasiad z wodka i winem. Dawajcie popijom. Za wstriecza, za was za nas, za ten dom, za wasze zdarowie ! Kira, gospodyni, pomiedzy jednym a drugim dostawiala na stol ogorki kiszone, chleb, kielbasy, cukierki ciasteczka. Zapodalem nasz wspanialy toast "za wasze zdrowie", ale sasiad i gospodarz chyba oczekiwali dluzszej wypowiedzi, no coz.. chlup. Butelkowy nalal wina do ogorkow - niczewo, niczewo! Wsio haraszo. Dawajcie. Nie wiem kiedy pojawila sie goraca ryba z ziemniakami. i kak to gospodyni przyzadzila na jednym palniku? Za was, za wasze zdarowie, za ten stol. Sasiadki z dziecmi poszly, my juz zasypiamy ale dzielnie nie zamykamy oczow choc pewnikiem kolyszemy sie juz na kanapie. A gdzie wy choczecie spac? Na dworie w palatku choladna znaczyt w noczy moroz. Za mir co by byl spokojny! Ja wam pokaze moja komnate gdzie wy mozecie spac. U mnie trzy komnaty puste. Kazda w innym kolorze. Rozowa, zielona i niebieska. W kazdej posciel na lozku odpowiada kolorowi scian i zaslon. Za wstriecza! No to jeszcze ostatni i mozecie isc spac. Bach!
Jutro zarzne dla was barana jak tylko zostaniecie – no to zostali…









