wtorek, 29 stycznia 2013
Li, Mae Wa, Sukhotai
Nocowalismy w parku Mae Wa, ktore wymawia sie 'mełła'. Kampingu dozorowal gadajacy do siebie straznik. Z nudow grywal sam ze soba jeszcze w mini bilarda. Nie byl grozny a wrecz bardzo pomocny: dal wody, udostepnil wiate jak sie rozpadalo i nawet latarke pozyczyl jak stwierdzil ze po deszczu wychodza węże...
Zskoczyla nas wczoraj w nocy ta burza a dzisiaj jest juz pochmurna pogoda. Troche tez nie przemyslelsimy trasy i wyladowalismy dzisiaj na autostradzie. Po 10 km machnelismy na to reką i od razu zatrzymal sie pick up. Dzisiaj wiec odpoczynek od pedalowania i nocowanie w guest housie z bladymi twarzami.
Zdjęcia
poniedziałek, 28 stycznia 2013
Op Luang, Doi Tao
Wczoraj z kolei wlasciciel zajazdo-kampingu przekonywal nas ze lepiej spac u niego w domku niz w namiocie bo w nocy pełzaja w okolicy kobry i ze sa niebezpieczne. Domku nie wzielismy ale stres byl z tymi wezami...
Jesli chodzi o geografie to generalnie z gor zjechalismy na lekko pofalowane rowniny. Mniej wspinaczek ale z kolei na dole cieplej ok 33 C. Niektore odcinki bez cienia o godzinie 1300-1500 sa dosc uciazliwe. Dlonie slizgaja sie na kremie do opalania na rozgrzanej kierownicy, jedyny wiatr to własny i to przy zjeździe w dodatku jest cieply, spalamy okolo 6 litrow wody na 100km... (Po 1300 cieplej wody). Oczywiscie to nie wszystko bo po drodze bywaja i ice kofi i zimna kola :) na szczescie Tjowie znaja sie na kawie i nawet w malych miescinkach przyzadzaja ja wybornie :) faktem jest ze strasznie duzo słodza...
Zdjecia: https://picasaweb.google.com/101107795227668578851/ObLuangDoiTao
zjazd: http://www.youtube.com/watch?v=V2tHHTAOPhM&feature=youtube_gdata_player
sobota, 26 stycznia 2013
Khun Wang, Mae Chaem
W Mae Win nocowalismy w namiocie przy pensjonacie. Brdzo ladnym z reszta. Projektowanym przez wlascicela, ktory osiedlil sie tam a pochodzil z Bangkoku. W pensjonacie goscili rowniez znajomi tego architekta i bawili sie do pozna w nocy. Wciagneli mnie na dwie partyjki oczka - tej gry co sie zbiera 9 punktow. Grali na kase i chichrali sie do pozna w nocy. Takie smiechy, wrzaski chichy co sie slyszy w sciezkach dzwiekowych w japonskich filmach - ni to krzyk, ni to smiech...
Wogle dziwna rzecz ale najwiecej turystow w Tajlandii jest z... Tajlandii. Wczoraj, niedaleko Khun Wang, rozbilismy namiot na takim polu kampingowym, gdzie byly i domki i przygotowane rozstawione namioty. Poza nami byli tam sami tajowie i na szczescie potrwfili nam przetlumaczyc menu w restauracji. Podpatrujemy tez jakie oni placa ceny, zeby miec rozeznanie w naciagaczach.
Dzisiaj dojechalismy juz prawie do Mae Chaem. Ostatnie 20km w dol po takich serpentynach ze az felgi sie grzaly od chamowania, a w powietrzu unosił się zapach palonych klockow hamoucowych - samochodowych. Przy zachodzacym sloncu widoki byly fantastyczne, tylko czas naglił zeby dojechac do jakiejs miesciny i znalezc miejsce do spania. Przed samym zmrokiem udalo nam sie dotrzec do takiego miejsca i teraz siedze przy sztucznym swietle z ogrodowych latarenek. Noc zapadla ciemna, świerszcze świerszczom, kots tam dole brzdęka i stuka w bęben, krowy w polu muczą, a za tuz za plotem szumi droga. Jest 2015 i idziemy spac.
Trasa z endomondo http://www.endomondo.com/workouts/153738260/4298240 :)
Paczka zdjec : https://picasaweb.google.com/101107795227668578851/MaeChaem
2 paczka: https://picasaweb.google.com/101107795227668578851/KhunWang
wtorek, 22 stycznia 2013
Mae Win
Po drodze spotkslismy amerykanke w wieku ok 50 lat samotnie podruzujaca na trzykolowym ustrojstwie o napedzie rowerowym. Czekala na otwarcie ambasady chinskiej... (myrtletheturtle.me)
Dzisiejsza paczka zdjeciowa: https://picasaweb.google.com/101107795227668578851/MaeWin
poniedziałek, 21 stycznia 2013
Jutro ruszamy
niedziela, 20 stycznia 2013
Pociag
Nareszcie znowu jest cieplo. Jest rano i mamy za soba nocleg w pociagu, w przedziale pelnym bialasow. W nocy bywa ok 29 C w bangkoku wiec na stacje przyszlismy ubrani jak na molo w sopocie. Gdy ruszylismy i pociag nabral rozpedu to przez te wszystkie nieszczelnosci wytworzyl sie staly zimniy przeciag w wagonie. Stopniowo nas on tak wychladzal ze nad ranem bylismy ubrani w nagrubsze ubrania i zawinieci jak cukierki w spiworach unikajac wzroku tych misiow zelowych ktore zapomnialy swoich kubraczkow z europy.
W bangkoku zamieszkalismy w hostelu u Iwana. Lokal ten znalezlismy przes airbnb i generalnie sprawdzil sie. Pod domem mielismy sporo miejskich arrakcji typu 7/11 (czyt. Żabka), fryzjer, restauracyjki, masaz z czego wszystkiego udalo nam sie zakosztowac. Sama wizyta nie byla jakos najlepiej zaplanowana bo sporo czasu stracilismy na organizacje ekwipunku na trase. I tak przykladowo jednego dnia odbylismy podroz do siam center ogromnego centrum handlowego, do ksiegarni ktorej rekomendacje znalezlismy w lonly planecie (przewodniku). Pojechalismy tam poniewaz nie znalezlismy map w 7/11 obok hostelu. Jak sie okazalo w siam center tez nie bylo wszystkich ale za to byly w drugim 7/11 obok hostelu. Podobnie trzeba bylo zorganizowac sobie kartony na rower na powrot itp.
Ostatecznie udalo nam sie odwiedzac rozne czesci miasta, zajrzec do niektorych zabytkow i nawet troche pojezdzic rowerami w ostatni dzien jak juz je zupelnie poskrecalismy. Samo jezdzenie nie jest przyjemne ze wzgledu na ilosc spalin ktore sie wdycha, niemniej jednak poruszanie sie w tym ruchu ulicznym nie bylo tak stresujace jak w iranie czy nie wiem jak stresujace bylo by w bombaju. Kierowcy utrzymija zwykle jakis dystans, nie zajezdzaja drogi i zostawiaja zawsze troche miejsca na motocykle. Trabi sie duzo ale nie tak duzo zeby powstal z tego ciagly jazgot. Sam ruch ulilczny jest wolny bo na niektorych swiatlach czeka sie powyzej 130 sek.
Dobrze bede wspominal stragany z owocami rozsiane po calym miescie. Nie wazne czy jest to bazar czy nowoczeosone centrum handlowe, zawsze gdzies przy wysciu stoja straganiaze. W oszklonych wozeczkach wypelnionych lodem chlodza sie arbuzy, papaje czy ananasy. Za 2 zl mozna kupic takiego swierzego zmrozonego obranego i pocietego owoca. Poza tym oferuja tez swierzo wyciskane soki z granatow, mandarynek, truskawek.
I jrszcze video kapliczki w Bangkoku: http://youtu.be/9EgFw7FGQtk
piątek, 18 stycznia 2013
BKK
No to witaj azjatycki świecie! Dotarlismy i juz powoli zaaklimatyzowalismy sie w Bangkoku.Wszystkie te dziwne elementy ze wschodu, które dobrze znamy, jak kolorowe ciężarówki, wysokie chodniki, stragany na ulicach, tłumy ludzi oczywiście i tu skejaja się w ta wielowątkową mozaikę miasta. Poza tym jest to równocześnie nowoczesna metropolia ze skytrainem, opaslymi hotelamy, nowoczesnymi apartamentowcami i gigantycznymi centrami handlowymi. Taka mieszanina Bombaju z Barcelona. Aktualnie nawet pogodowo. Można by powiedzieć ze bombajską duchote rozpuszcza tu środziemnomorska bryza. Oczywiscie w pierwsze dni wyłapujemy mnostwo orientalnych rozwiazan. Przykładowo zielone migacze,
przydroznie sprzedawane krojone obrane ananasy z przyprawą składającą sie z mieszaniny cukru soli i czegos ostrego( ale o jedzeniu to pewnie powstanie osobny post jesli nie osobny blog), swiatła uliczne o tak dlugim okresie wyczekiwania na zmiane ze tuk tuki gasza silniki, motocyklowe taksowki - poki co nie widzialem zeby zabieraly wiecej niz jednego pasazera, reklama truskawek z korei. Przede wszyskim zaś ten ruch lewostronny!!
Jest to nasz 3/4 dzień i udało nam się już czesciowo pozbyć dżet laga i nawet rozdeptac trochę tutejsze zabytki. Plan jest taki ze jutro pakujemy walizki i uderzamy na północ do chiang mai (nie wiem jak to się pisze ani jak wymawia).
sobota, 12 stycznia 2013
Zawijamy
niedziela, 9 maja 2010
niedziela, 24 maja 2009
Turk 2 - rajch
Ostatnie cztery dni smarzymy sie na tureckich drogach. O 7 zaczynasie robic zarko wiec trzeba zwijac namiot z plazy. Przed wyjazdemwypijamy czaj z gospodarzem i robi sie 9 czyli upal. I tak od loda dopiwa, od morza do obiadu snujemy sie po rozgrzanym tureckim asfalcie.W miastach troche jak w rajchu, mnostwo sklepow,towaru pelno i to tegodobrego zachodniego, nestle, nesuick, milka, dove. Pamietam ze wyerewaniu poczulem sie bezpiecznie i prazytulnie tylko spogladajac naszyldy h&m i united colors of benetton. Ale tam w gruzji i armeni tocofnelismy sie do czasow sowieckich, a teraz to wyjechalismy zpowrotem do bogatego zachodu. Tylko to nawolywanie mlezzinow nadalprzypomina ze jestesmy jeszcze dlako od domu... Podoba mi sie zemozna tu sie czuc bezpiecznie, ze mozna przyjsc z plazy do stacjibenzynowej po wode mineralna nie bojac sie ze ktos ukradnie recznik...Bo w batumi to zamki, kludki, rydle i oczy dookola glowy. No ok totyle z tych wspominek, mlezzin musi swoje wymeczyc a ja nie bede naprzekur temu krzykowi lamal glowy zeby cos jeszcze wydukac.Dobranoc.eeeeeejjjuuuuuuuaaaaaaaeeeejjjeeeuuuu.
Zakoncze moze bardziej politycznie, przedstawiajac poglady naszegogospodarza z hospitalityclub w Batumi. Byly kapitan, emigrant,rekrutuje gruzinow do pracy na statkach. Do turcji wrocic nie morze bonie odsluzyl 15 miesiecy w wojsku. Zyje w gruzji ale nie lubi tegokraju ani tych ludzi. Dlaczego? Bo sa nacjonalistami, maja w glowieidee wielkiej gruzji. Maja swoj jedyny do niczego nie podobny jezyk ialfabet. Przez lata sowiecke jednak nauczyli sie nie pracowac. Terazoczekiwali ze unia europejskaim pomorze ale nie pomogla. Wiecodwracaja sie z powrotem do rosji. Ale tam tez im nikt nie pomoze.Jedyne nad czym kombinuja to jak zarobic zeby sie nie narobic. Za 100$kazdy z nich sprzedla by wlasna matke. Wszytko co sie buduje w batumiposiadaja turkowie. Nawet turkowie pwykupili tu ziemie zatrudniligruzinow i sprzedaja warzywa gruzinom. Co to za narod ktory niepotrafi sam sie utrzymac? Wiekszosc produktow importuja z turcji. Gdydolar zmienil swa wartosc o 40% gruzinski lar nie drgnol. Znaczy tusie nic nie produkuje nie wymienia. Oni tylko licza na to ze ktos impomorze. Sami nie chca kiwnac palcem.a Saakaszwili to koles z CIA.USAgo tu postawilo bo chac tu miec swoje bazy, nic wiecej.
czwartek, 14 maja 2009
Hipoterapia w Armenii
sobota, 9 maja 2009
ახალციხე - Akhalkce
Do komnaty wszedl dzielnicowy ze swoja swita. Grubasek, mial na policzku pieprzyka, dwoch takich w kurtkach moro, dziewczyna i tlumacz w kamizelce. Grupe wyruznial podzial rul, socjalistyczna hierarchia waznosci. Gdy nas spisywali, co mile, dla naszego bezpieczenstwa, poczulem sie troche jak poboczna postac w powiesci dostojewskiego czy gogola. Policjant mogl wychodzac w deszcz zamienic sie w kota albo tej kobiecie mogl odpasc nos. Wszytko dzieje sie w deczcu, chlodzie i polswietle. Kierowcy siedza w szynkach na ulicach gasnie swiatlo. Na szczescie jestemsy w tym garazu.
Spa 2
poniedziałek, 4 maja 2009
Aragatzavan
Wieczorem zaprosil nas do mieszkania pewien gospodarz.
Kuszajcie pazalsta. Lawasz czyli chleb jak placek, ser owczy, aprikosy w zalewie i dzem z ogromnymi kawalkami owocow.No to pokuszali. Do kolacji towazyszyly nam sasiadki z dziecmi. Pozniej przyszedl jeszcze sasiad z wodka i winem. Dawajcie popijom. Za wstriecza, za was za nas, za ten dom, za wasze zdarowie ! Kira, gospodyni, pomiedzy jednym a drugim dostawiala na stol ogorki kiszone, chleb, kielbasy, cukierki ciasteczka. Zapodalem nasz wspanialy toast "za wasze zdrowie", ale sasiad i gospodarz chyba oczekiwali dluzszej wypowiedzi, no coz.. chlup. Butelkowy nalal wina do ogorkow - niczewo, niczewo! Wsio haraszo. Dawajcie. Nie wiem kiedy pojawila sie goraca ryba z ziemniakami. i kak to gospodyni przyzadzila na jednym palniku? Za was, za wasze zdarowie, za ten stol. Sasiadki z dziecmi poszly, my juz zasypiamy ale dzielnie nie zamykamy oczow choc pewnikiem kolyszemy sie juz na kanapie. A gdzie wy choczecie spac? Na dworie w palatku choladna znaczyt w noczy moroz. Za mir co by byl spokojny! Ja wam pokaze moja komnate gdzie wy mozecie spac. U mnie trzy komnaty puste. Kazda w innym kolorze. Rozowa, zielona i niebieska. W kazdej posciel na lozku odpowiada kolorowi scian i zaslon. Za wstriecza! No to jeszcze ostatni i mozecie isc spac. Bach!
Jutro zarzne dla was barana jak tylko zostaniecie – no to zostali…
środa, 29 kwietnia 2009
Przydrozne bistro
Zjechalismy dosc pozno i w kiepskiej pogodzie do gorskiej miejscowosci. Monika i Laila dojechaly tam szybciej samochodem. Szybko wbilismy do miejscowego bistro na dough-ash. Dough (wymawia sie jak dug z tym holenderskim gardlowym g) jest to kwasne mleko wymieszane z woda mineralna, zaskakujaco dobra kompozycja i nie zawsze trzeba zagryzac weglem. Ash to smaczna gesta zupa. Dough-ash to miks obu cieczy - rownie dobry. W sklepiku pewien jegomosc zaprosil nas do siebie do domu. Z radoscia przyjelismy zaprosdzenie bo robilo sie ciemno i bylo zimno, a przydrozne wioski iranskie jakos tak wieczorem wygladaja upiornie. Zawiozl nas samochodem do innej wioski z dala od drogi glownej. Z reszta nigdy tej wioski nie zobaczylismy bo gory ciagle byly przykryte chmurami. Gorskie strome podworko otoczone szarym pustakowym murem. Przed wejsciem do domu trzeba kamieniem odpedzic psa i juz mozna zdejmowac buty przed dywanem na schodach. pokierowal nas ow pan do, widocznie, pokoju goscinnego. Prowadzilo do niego osobne wejscie, pewnie byla to dobudowka. Dwa filary posrodku jak i wszytkie sciany w stanie surowym oswietlaly zwisajace na drutach gole zarowki. Podlogi wyscielono jednak dywanami i to chyba najwazniejsze. Wszytkie miekkie, czyste - nowe lub super zadbane. Spiesznie gospodarze wniesli lampo-pieco-grzejniki naftowe. W tej gorskiej wioseczce nie ma gazu a wiec 62 mieszkajace tu rodziny radza sobie transportujac nafte. Chwile pozniej wnasza juz czaj. W pokoju pojawia sie wyperfumowany syn, chwilowo zagluszajac naftowa zawiesine. Corki chowaja sie przede mna i Behzadem w drugiej czesci domu. Zona gospodarza donosi ciepla herbate po kilka razy. Chyba chodzi o to zeby pic ja goraca, bo wymieniaja pol pelne szklanki. Jest tez w Iranie tak ze nie jest zadnym fopa polozyc sie ot tak na dywanie i zasnac. Mialem juz ogromna na to ochode kiedy rozlozono w pokoju najwieksze sofre jakie w zyciu widzialem. Sofre to cerata rozkladana na dywanie. Szybko na rozstawionych talerzach usypano kupki ryzu. Do tego dostawiono duze porcje kurczakowe. Po takiej uczcie milo bylo zasnac na pospiesznie doniesionych materacach. I takie to kolejne przyjecie przypodkowo spotkanego pana w przydroznym bistro. Trzeba rowniez przyznac ze przyzwyczailismy sie troche do tej procedury...
Dzisiaj spimy na pogotowiu, znaczy tu nas ugoscili. Calkiem wygodnie siedzi sie przy biurku dyzurnego. Pod reka mam koran, obok stoi mala flaga iranu, zszywac i markery. Po lewej worek kostek cukru, na scianie Chomeini i szachidzi. Po zatym ksiazki zeszyty - papiery.
piątek, 24 kwietnia 2009
Spa
Jak wlozylem sobie okulary do kieszeni mojego kangurka, to mi sie szkla porysowaly. A szkoda bo widoki swietne a warunki coraz trudniejsze. Znaczy mielismy dzisiaj okazje popedalowac w dosc chyba wysokich gorach i niedogodnych warunkach bo w chmurach widocznosc spadala do 15 m... A chmury przeciagaly sie dzis dosc nisko po grzbietach tych lysych gor. Jak rano wyjezdzalismy to jeszcze dosc wialo, temp. Ok 7 C i do tego gorka taka ze bez chamowania bicykl sam sie kulal 45km/h takze w palce u rak zima. Znaczy dalo by sie wytoczyc opowiesc ala wilk morski o tym ze zimnoi deszcz, ze mgla inic nie widac, ze psy przydrozne i ze prawie przegryzly opony, ze strome gory i slisko, ale moze lepiej jak opowiem cos o spa do ktorego dzisiaj z tymi wielkimi trudami dotarlismy.
Spa - znaczy dojechalismy dzis do goracych zrodel. Do kompleksu basenowego prowadzila wydeptana w blocie sciezka wokol muru. Znaczy do meskiej czesci. Przy kasie znajdowal sie sklepik ze wszytkim czego mozna zapomniec w takim miejscu, znaczy gumowe klapki, szampony mydla, reczniki dezodoranty itd. Wejsciowka na baseny kosztowala na osobe cale 30 gr. Blotnista sciezka weszla razem z klientami przez kasy do przebieralni. Przebieralnia, garderoba czy szatnia skladala sie z pustych szafek w ktorych nikt nic nie zostawial, a dzwiczki niekturych schowkow wisialy na jednym zawiasie. Na baseny przechodzilo sie przez przejscie z basenikiem do plukania stop. Jednak ani w baseniku nie bylo wody, ani niktnie przechodzil przez niego boso. W rezultacie blotniska sciezynka prowadzila rowniez tedy. W trzecim pomieszczeniu znajdowaly sie baseny z ciepla woda. Tu tez przy krawedzi basenu blotko zanikalo pod ciekna warstwa ociekajacej wody. Geste kleby pary co jakis czas rozwiewal wiatr wdzierajacy sie przez dach - znaczy przez jego brak. W tan czas latwiej bylo dostrzec rozmokle twarze kapiacych sie tam persow. Ze scian wokol zchodzi stara emalia, czesc damska oddziela azbestowy plot z plyty falistej na 4 metrowej scianie, mury wokol kruszeja. W damskiej czesci nie ma dwuch dwoch basenow z ciepla i goraca woda ktore widze przed soba. W kazdym z nich plawi sie okolo 10 facetow. Czesc znich zanuzonych po szyje sapie z ciepla, inni siedzac na krawedzi ochlapuja sie tylko, pozostali myja wlosy lub siebie. Po szybkim prysznicu dolaczamy z Behzadaem do mokrej ekipy. Woda w dotyku sliska. Moze od tych soli moze troche od tego mydla, ale kto to wie. Postanawiam nie zanuzac glowy. Szybko jednak jestem i tak ochalpany przes wskakujacych chlopakow. Woda jest goraca ze az zapiera dech w piersiach, teraz wiem skad to sapanie. Sprawdzam rowniez drugi basenik z chodniejsza woda. Mocze sie dopuki nie robi mi sie przyjemnie slabo. Pod prysznicem zagaduje mnie jakis dziadek zebym mu wacka pokazal - a myslalem ze to jakies mega tabu tutaj, bo tutaj w tej lazni jakos nikt nago sie nie pokazuje. Generalnie jakby caly ten przybytek porownac do podobnego miejsca w polsce to chyba tylko woda jest taka sama, po za tym cale otoczenie jest w standardzie bliskowschodnim.
I tak po kebabie w pobliskiej restauracyjne-palarni-szisz, leze na karimacie w zimnym wynajetym pokoju przy tlacym sie grzejniku naftowym spusujac wspomnienia dnia dzisiejszego. Nie chce przy tym wszytkim nie wspomniec o milym sniadaniu w u jednej z rodzin w gorkiej wiosce. Dostalismy na sniadanie chleb mleko, jajka i oczywiscie czaj.
czwartek, 16 kwietnia 2009
Zielono
piątek, 10 kwietnia 2009
otobus
Siadamy osobno w swoich kategoriach, a ja proszę wspoltowarzyszy pasazerow zeby mi ktorys powiedzial kiedy mam wysiasc, kiedy bedzie tardzykistan station. Znajduje sie taki jeden z pociagla glowa co mi powie – siadam obok niego. Nawet sie nie zapelnilo do konca a juz ruszamy. Czekam chwile czy pociagla glowa nie chce spytac skad jestem i ile mam lat. Widac nie chce wiec, zakladam na uszy walkmana. Kierowca nie meczy disla ikarusa bo otobus sam toczy sie w dol. Mijamy dwuch kolesi co sie szarpia. Blyszczace wystamy smigaja za oknami .Sklepy z telewizorami. Jakis parowoz na ekranie sony bravii, po drugiej stronie wystawa samsungow. Ktos z pobocza wlancza sie do ruchu – nasz kierowca gazuje. Za oknem przesowaja sie stojace na wystawie mercedesy. Czy to pies spal w rogu tego salonu ? Kierowca hamuje - swiatla. Poboczna uliczke przechodzi kobieta za swoim mezczyzna – moze to ta co dzis w muzeum zakladala swojemu mezowi pantofle. Kierowca puszcza hamulec, wyprzedzamy ta pare, podskakujemy na progu, przejezdzamy pod niebieskim przejsciem dla pieszych. Slucham iranskiego pop/disco i rozgladam sie po autobusie. Po prawej dwuch schludnych kolesi z teczkami na kolanach. Stop. Przystanek i jakis dziadek z duzymi workami wtarabania sie na poklad. Zjezdzamy dalej, na poludnie, w dol po mokrej drodze po tym deszczu ktory chyba juz nie pada. W szybie krople i palgajace refleksy wystaw. Znowu sony, znowu auta i zyrandole na wystawach. Ludzie machaja na poboczu. Hamulec i stop. Chwilowe zamieszanie - ktos wsiada, ktos wysiada. Jakas czerwona reklama odbija sie w brudnej szybie.Mysle sobie dobrze ze przynajmniej nie smierdzi moczem jak ostatnio i ze wogle to juz tu normalnie ze juz sie do tego przyzwyczilem. I nawet pisac o chedzabach i mantach to jakos tak nie pasuje bo tu za oknami normalne zycie sie toczy. I zeby Iran przedstawic trzeba by najpierw opowiedziec o wszytkim co tu zwyczaje i naturalne jak w Polsce. Ze rano ustawiaja sie kolejki po chleb, ze dzieci maszeruja do szkoly, ze dorosli wysiaduja godziny pozamykani w biurach, ze w telewizji seriale, ze wlasnie ci ludzie w tyma utobusie z tymi teczkami siedza normalni i zmeczeni. Potem dopiero wypadalo by wspominac o wszystkich istotniejszych roznicach. Ogolnie jednak to zwyczajnie jak kazdym autobusie w kazdym miescie na swiecie ktos przede mna zaczesuje sobie wlosy. Wszedzie moze sie zdarzyc ze pasarzer przede mna pedzie sobie bezskutecznie przesowal wlosy z bokow na lysiejacy srodek glowy. Na palcu blyszczy gruby srebrny sygnet a nadgarstek opasa spory srebrny zegarek. Niestety ani luksusowy zegarek ani sygnet nie zamaskuja deficytu wlosowego. Wiem to ja i wie to koles siedzacy na lewo od zaczesujacego sie kolesia. Ten z kolei wygodnie rozsiadl sie na skayowym siedzeniu z bialymi blyszczacymi sluchawkami w uszach i jest cool. Nie interesuje go lysina sasiada, nie zajmuja go te problemy. Jest w autobusie ale slucha muzyki wiec jest i tu i gdzies tam gdzie gra muzyka. Przystanek. Stop. Wsiada dziadek co bedzie zagadywal kierowce i zaslanial mi widok na ulice z przodu. Ruszamy dalej na dol na poludnie. Mnie sie juz disco/ pop iranski skonczyl, teraz balkanskie rytmy. Tez pasuja to tego miasta co widze za szybami. Czerwone swiatlo. Hamulce – stop. Samochody z prawej wbijaja na glowna ulice jeszcze kilka sekund po zmianie swiatla dopuki nasz autobus nie wryje sie na skrzyzowanie. Gaz. Toczymy siew dol. Blyszczace wystawy kinkietow i zyrandoli, po drugiej stronie cukierki, obok koktajle. Samochody ciagle przepychaja sie w rytmie balkanskim, jak we wloszech wszytko na styk. Motory za to czasem rozlupywane jak orzechy wloskie jesli jest juz za bardzona styk. Nawet nie zauwazylem a po prawej siedza juz inni kolesie, tez eleganccy z tym ze jeden z reklamowka, gdyby nie to to moglbym ich pomylic z tym co siedzieli tam w czesniej. Na pierwszym sierdzeniu, przed dziadkiem co wlazl z tobolami, siedzi koles w pomaranczowawym polarku. Nie widze dokladnie bo ciemno juz i te swiatla ciagle blyskaja. Widze tylko ten polarek potylice i uszy. Ale wiem ze jego wzrok siega poza ta brudna szybe ktora ma przed oczami i poza ten brudny chodnik na ktory mimowolnie spoglada. Stop - czerowne swiatlo, klaksony, przepychanie i ruszamy dalej w dol na poludnie. Pomaronczowy polar dalej nieruchomo spoglada przez okno. Pewno sie zamyslil. Ale nad czym? Moze zmeczony po pracy sam nie wie o czym mysli. Ciekawe. Mnie sie balkanska muzyka juz skonczyla i teraz Play Mobi. Przed chwila przegralem u znajomych na mp3 playera – spoko. Skrecamy na wschod potem znowu w dol na poludnie. Na wystawach panele, mijamy sklepy z wykladzinami. Zaraz potem znowu kilka sklepow z panelami i dywanikami lazienkowymi. Krzesla, na pietrze restauracja, kierowca dodaje gazu. Teraz to pedzimy w dol. Oby zadna kobieta w czarnym mancie nie przechodzila przez droge. Diesel milknie, zwalniamy na swiatlach. Wokol dalej sklepy z panelami podlogowymi i wykladzinami. Potem coraz wiecej mebli. Widze katem oka ze pociagla glowa patrzy na mnie. Nie reaguje, wole muzyke Mobiego. Jedziemy dalej w dol a on dalej patrzy. Wyciaga z pod nog parasol i pokazuje na palcach „jeszcze dwa przystanki” . Przystanek stop. Po chwili jakis halas, kobieta krzyczy. Zasnela i teraz wybiega w pospiechu na ulice z czteroma wypchanymi reklamowkami. Jedziemy dalej. Mysle sobie ze ten Moby to swietnie pasuje do atmosfery autobusu, bo wszyscy tacy smetni i zaspani. Disco pop i balkanski chalas bardziej pasuje do okolicznosci poza autobusowych. Pociagla glowa pokazuje palcem nasz przystanek – wysiadamy.





